Pierwszy wpis? Kiedy to było..

Za każdym razem zaglądając tutaj, myślę sobie że przydałoby się wystukać coś nowego. Właśnie jestem i zastanawiam się od czego zacząć. Tak miałem od zawsze, i w sumie to jest w tym najgorsze – początek.

Każdy początek ma swoją historię – jak poznajesz nową osobę, najczęściej pamięta się te początki, jak się to wszystko zaczęło. Tak samo jest z różnymi innymi początkami, dla przykładu : pierwsze pójście do szkoły, pierwsza jazda samochodem, pierwsze wypicie alkoholu, pierwsza miłość, pierwszy seks, i tak można jeszcze wymieniać. Ja mógłbym powiedzieć, że pierwszy wpis tutaj był początkiem, co też zaowocowało tym, że teraz myślę nad dalszym losem tej strony :) (wpisu nie polecam, wstydzę się początku tutaj, ale nie usunę tego ;) ).

Co mam na myśli formułując taki początek tego wpisu? Chce dać do myślenia, zresztą jak zawsze. Aby nie bać się tych pierwszych razów, co potwierdzę kilkoma moimi wspominkami.

Więc:
1. Mój pierwszy pocałunek z płcią przeciwną był w wieku 13-14 lat. Dziewczyna w porządku, była w dziwnym związku, lecz nie wtrącałem się do tego. Zapewniała że już nie ma z tamtym nic wspólnego, lecz było inaczej, przez co później miałem kilka niejasności. Na szczęście po wszystkim z jej byłym poszedłem na wódkę :)

2. Pierwszy papieros? Jakoś w trzeciej klasie szkoły podstawowej, paliliśmy z kumplem przeszło przez ponad pół roku. Nie mogę skojarzyć czy było to normalne zaciąganie się czy udawane. Pamiętam że były to ruskie fajki :D. Swoją przygodę tytoniową zakończyłem gdy mama się dowiedziała :D

3. Moja pierwsza jazda samochodem odbyła się w wieku jakoś 14-15 lat. Znajomi byli pijani i chętni na dalsze podboje świata. Po wypchaniu w 7 osób auta wujka z mojej posesji, wiozłem dwie osoby w bagażniku. Jeździliśmy spokojnie, bez szaleństw i ze świadomością, że nikt z moich domowników nie wie. Po kilku latach po rozmowie z mamą mówiła, że za każdym razem jak wypychaliśmy auto, robiła nam zdjęcia przez okno, lecz ten telefon jest już dawno historią, więc nie ma żadnych dowodów :)

4. Pierwsza ucieczka ze szkoły była już w podstawówce w zerowej klasie, miałem chyba 6-7 lat. Z kumplem, niczego nieświadomi, z myślą że lekcje się zakończyły, pobiegliśmy radośnie do swoich domów. Było słychać nawoływania rówieśników, lecz nie zwracaliśmy na nich uwagi. Na następny dzień w szkole zostaliśmy zaproszeni na rozmowę, z której wyszło, że uciekliśmy z lekcji wf-u. Zdziwieni sytuacją przeprosiliśmy i zapewnialiśmy że więcej się to nie powtórzy. Wiadomo, pójście do szkoły gimnazjalnej oznaczało co innego :)

5. W tym roku co zrobiłem po raz pierwszy? Leciałem samolotem do Wielkiej Brytanii. Całkiem ciekawe przeżycie. Już odkąd uświadomiłem sobie, że na pewno lecę, moja wyobraźnia z góry zakładała, że samolot, którym lecę na pewno się rozbije. Na początku zaczęło nas trochę zwiewać na boki, przez co jeszcze bardziej utwierdziło się we mnie przekonanie, że to jest mój pierwszy i ostatni lot, lecz po otworzeniu książki i zaczytaniu się sprawiło to, że nawet turbulencje nie stanowiły problemu dla mojej wyobraźni :)

6. Jako ostatnie może opiszę swój pierwszy wpis tutaj. Zacząłem pisać w pierwszej liceum, czyli mając jakieś 16 lat. Byłem wtedy w internacie, w szczęśliwym stanie postanowiłem pisać coś na wzór książki. Pierwsze kilka wpisów, które widać zostało napisanych w kilka dni, miałem wtedy rozmach. Później jakoś zakręciłem się przy kilku ciekawych blogach, co skłoniło mnie do założenia własnego. Początkowa jego nazwa brzmiała ‚chuukwamdotego.piszecomysle.pl’. Po kilku latach zmieniłem nazwę na aktualną i raczej nie zamierzam jej poprawiać. Na myśli miałem awesome foola, czyli ‚wspaniałego głupka’. Samo ‚awesome’ wzięło się z serialu How I Met Your Mother, a tytułowym głupkiem jestem ja :)

Polecam nie obawiać się swoich pierwszych razów, a nastawić się do nich z podejściem zrobienia czegoś niesamowitego. Pamiętajcie, że większość rzeczy zrobiona po raz pierwszy daje najwięcej radości. Te kolejne razy, niestety, ale nie przynoszą tej satysfakcji.

I jak wiadomo, nawet za pierwszym razem i za każdym kolejnym – wszystko będzie dobrze :)

” Wiesz, czasem tęsknię za tamtym czasem – wszystko było inne, prostsze”

Słowem wstępu – zupełnie nie czuję się dobrze w roli, w jakiej zostałem postawiony. Chciałbym napisać coś nowego, spełnić czyjąś prośbę na własne życzenie (tak, niepotrzebnie pytałem o temat wpisu, ale mam nadzieję że podołam), dlatego więc piszę… o kimś. Aby zachować anonimowość przyjmijmy, że będę pisał o… Kasi.

Kasia, właśnie Kasia. Poznaliśmy się można by rzec – przypadkowo, tak jakby to wyglądało, że mieliśmy się poznać. Od początku się polubiliśmy i mimo tego, co działo się w nas, byliśmy w stanie wymieniać się uśmiechami, cieszyć każdym dniem. Tak wyglądało to tylko na zewnątrz, w otoczeniu fałszywych ludzi. W rzeczywistości byliśmy razem na dnie, lecz nie takim całkowitym. O naszych problemach nikt nie wiedział, wiedzieliśmy tylko my, między sobą. Widzieliśmy, jak inni się na nas patrzą. Wyglądaliśmy normalnie, jak każdy – uśmiechaliśmy się, cieszyliśmy ze wspólnych spotkań, które – jak teraz oboje wiemy – miały na prawdę duży wpływ na to, kim dzisiaj jesteśmy. Z tym właśnie poczuciem chciałbym coś na ten temat opowiedzieć.

Z nami tak było – a może nie było – nie wiadomo (śmiech). Pamiętam jak widywaliśmy się dość często jak na gówniarzy, którym niekoniecznie było wszystko wolno. Rozmawialiśmy i słuchaliśmy, rozumieliśmy się i sprzeciwialiśmy – jak stare dobre małżeństwo. Były ciężkie chwile i łzy, było szczęście i smutek, za każdym razem szacunek do siebie nawzajem – bez kłótni i sporów, bez konfliktów i niewyjaśnionych spraw. Dzięki temu jeszcze istniejemy, a bez tego nie byłoby nic.

Po skończeniu pewnego etapu w życiu, Kaśki znajomi się rozpłynęli. Na siłę wręcz chciała się z nimi spotykać, lecz nie wyrażali zbyt wielkich chęci i zadowolenia. Oszołomiła mnie wiadomość od niej, że ze znajomych zostałem jej tylko ja. Nie spodziewałem się tego po prostu. Może to wyglądać że lituje się po prostu nad nią, lecz ona wie jak jest na prawdę :). Byłem przy jej trudnych chwilach, byłem w wolnej chwili. Ona była wsparciem, w sumie jest do tej pory. Nigdy nie została sama, i dobrze o tym wie.

Często wracam myślami do niej, czy jest wszystko w porządku. Zawsze w głowie mam jej słowa – „Bo przyjaciele zawsze trzymają się razem choćby nie wiem jak długa cisza ich dzieliła, czas, odległość czy wszechświat, ZAWSZE”. Dzięki niej znajduje się tu, gdzie właśnie jestem. To, co się kiedyś wydarzyło, co było z nami i to, co działo się u niej i u mnie jest jakoś ze sobą powiązane. Takie dziwne uczucie, że nie byłbym tutaj.

Wstydem nie jest zacząć na ulicy, wstydem jest na niej skończyć.

Nigdy nie ma się drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie. Nie ma się też odwagi, aby podejść drugi raz. Nie ma się odwagi aby zadzwonić, spotkać się. Nie ma się też za grosz honoru.

Bo czasem największe pragnienie to zamknięcie powiek i zaśnięcie bez pobudki.

Chciałbym wiedzieć co tam u Was, jak się czujecie, czy wszystko jest w porządku. Czy radzicie sobie z tym podłym życiem, czy macie chwilę na spotkanie, czy jest Wam ciężko. Czy nie potrzebujecie wsparcia, rozmowy.

Będąc na najważniejszym skrzyżowaniu dróg w swoim życiu, czy masz problem z jej wyborem? Czy masz wątpliwości, wahania, że za kilkadziesiąt lat będziesz żałować podjętej decyzji?

Niech mi ktoś choć raz powie, że wszystko będzie dobrze. Chociaż raz chciałbym to od kogoś usłyszeć. Od kogoś, dla kogo się choć trochę liczę.