‚Wszystko upływa – i miłość, i wódka…’

Wszyscy posiadamy tylko jedno życie… „ulotny cień egzystencji” w tym dużym wszechświecie. Mamy możliwość osiągnięcia wszystkiego, naprawdę wszystkiego jeśli używamy nasz czas mądrze.
Wyobraź sobie przed sobą stół, a na nim słoik o pojemności jednego litra. Teraz wypełnij go piłeczkami golfowymi.
Czy słoik jest pełny? Zapewne odpowiesz, że tak.
Następnie weź drobny żwirek, który dopasuje się w luki między piłeczkami i wsyp go do tego słoika.
Czy słoik jest pełny? Pewnie.
Kolejno weź piasek, wsyp do pełna słoika. Piasek zmieści się w luki między piłeczkami i żwirkiem.
Czy teraz też będzie pełny? Jasne.
To jako ostatnie weź sobie piwo (jak trochę się nie napijesz to nic się nie stanie) i dolej jeszcze do tego słoika.

To teraz czytaj to, i udowodnię Wam, że ten słoik przedstawia Wasze życie.
Piłeczki golfowe są najważniejszymi rzeczami w naszym życiu – rodzina, przyjaciele, zdrowie, szczęście, zainteresowania.
Żwirek jest innymi, także ważnymi rzeczami – samochód, praca czy dom
Piasek przedstawia całą resztę, mało istotne sprawy.

I teraz – jeśli wsypać by najpierw piasek do słoika to nie byłoby już miejsca na piłeczki i żwirek. Wiesz, że to samo tyczy się naszego życia?
Jeśli poświęcisz cały swój czas na mało istotne sprawy to tak naprawdę nie będziesz miał czasu dla naprawdę ważnych rzeczy. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas samych, i należy pamiętać, aby zawsze mieć czas na najważniejsze – swoje szczęście.
Pamiętaj, aby pierwsze były zawsze piłeczki (te złote), które są najważniejsze w Twoim życiu. Ustal co tak na prawdę jest najważniejsze bo cała reszta – to tylko zwykły piasek.
A piwo? Nieważne jak bardzo będzie zapełniony słoik, w życiu jest zawsze miejsce na piwo ze znajomymi.

„Nie podobają się mi ludzie, którzy stawiają siebie wyżej od innych. Mam chęć dać każdemu z nich po złotówce i powiedzieć, że jak się dowie ile jest naprawdę wart, to wróci i odda mi resztę…”

A tak, wszystko będzie dobrze. Teraz już gorzej nie będzie!

To, że milczę nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.

Generacji, którą nazywamy Millenialsi (czyli młodsi ode mnie), mówiono że są wyjątkowi cały czas. Mówiono, że mogą mieć w życiu wszystko tylko dlatego, że czegoś chcą. Więc kiedy ta grupa kończy studia i idą do pracy, gdzie dowiadują się, że nie są wyjątkowi, że mamy nie załatwią im awansu, i nie możesz dostać czegoś, tylko dlatego że tego chcesz. W jednej chwili ich obraz samych siebie rozsypuje się na kawałki.
I tak oto mamy całe pokolenie, które ma niższą samoocenę niż poprzednie. Dorastamy w świecie facebooka i instagrama (i wiele innych), innymi słowy – jesteśmy dobrzy w nakładaniu filtrów. Jesteśmy dobrzy w pokazywaniu ludziom, że życie jest wspaniałe – nawet gdy masz depresje. Teraz dodajmy do tego technologię: korzystanie z mediów społecznościowych i smartfonami uruchamia w mózgu wydzielanie dopaminy i właśnie dlatego, gdy dostajemy wiadomość czujemy się dobrze. To dlatego liczymy polubienia, wiemy że jak je dostajemy, otrzymujemy też uderzenie dopaminy które jest przyjemne.
Dopamina to taka sama substancja, która sprawia że czujemy się dobrze podczas palenia i picia alkoholu, innymi słowy jest bardzo, bardzo uzależniająca. Zbyt wiele dzieciaków nie wie jak tworzyć głębokie i znaczące relacje. Przyznają, że ich przyjaźnie są powierzchowne, że nie liczą na swoich przyjaciół. Dobrze się z nimi bawią, ale wiedzą że ich przyjaciele odsuną się od nich, jeśli trafi się im coś fajniejszego. Więc gdy w ich życiu pojawia się znaczący stres (spowodowany np. zmianą otoczenia, stres w pracy itd) nie zwracają się do osoby, tylko do urządzenia…
Dodajmy poczucie zniecierpliwienia, dorastali w świecie natychmiastowej gratyfikacji (dostawanie np. prezentów w zamian za nic).
Chcesz iść na randkę? Nie musisz nawet wiedzieć jak zagadać „heeeej”. Przesuwasz w prawo! Bum! Jestem ogierem!
Wszystko czego chcesz, możesz mieć natychmiast, poza satysfakcją z pracy i dobrego związku – nie ma do tego aplikacji. Więc młode pokolenie musi się nauczyć cierpliwości. Bo rzeczy, które mają naprawdę znaczenie, takie jak miłość lub spełnienie się w pracy, radość, wszystkie te rzeczy potrzebują czasu.

Kiedy ostatnio zrobiłeś coś po raz pierwszy?

Co jeśli po śmierci Bóg zapyta nas jak było w niebie?
Co jeśli jedyne więzienie, jakie naprawdę Cię ogranicza, istnieje w Twoich myślach?
Co jeśli nikt z nas nie zmienia się z czasem, lecz jedynie dociera bliższej istoty swojej natury?
Co jeśli każda porażka jest szansą, żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej?
Co jeśli ludzie mówią, że pragną sprawiedliwości, ale tak naprawdę chcą tylko, żeby wszystko układało się po ich myśli?
Co jeśli człowiekowi można odebrać wszystko, ale nie można mu odebrać marzeń?

Co jeśli to wszystko to tak na prawdę wyobraźnia? Jeśli to wszystko to tylko takie lustro, które przedstawia nas w jak najlepszym świetle?

Chciałbym w końcu obudzić się pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja, że nie zwariuję do reszty. Chciałbym zrobić wszystko, na co mam JA ochotę, a nie być sterowany przez innych.

Każdy by chciał, a tak naprawdę nikt nie może.
Każdy jest mądry, a tak naprawdę nie jest nikt.
Każdy kolejny będzie lepszy, a tak naprawdę nigdy nie będzie lepszy niż ten pierwszy.

Patrząc na tytuł – kiedy ostatnio zrobiłeś coś po raz pierwszy? Mi przypomniała się właśnie ta ostatnia rzecz. Ostatnio, co zrobiłem po raz pierwszy to poczułem się na prawdę okropnie, jednak działa to w dwie strony. Ja zrobiłem coś okropnego, i ktoś zrobił to także i mi. To dziwne, jak jedna decyzja może przesądzić o wszystkim. do czego może doprowadzić wypominanie błędów, do czego może doprowadzić nowe otoczenie, do czego może doprowadzić niedojrzałość.

Wierzę, że będzie dobrze. Wystarczy że wierzę.